Główna » Aktualności

HODOWLA BYDŁA MLECZNEGO TO CIĘŻKA PRACA

Autor: Red. dnia 14 marca 2020

Pan Roman Kruszakin wraz z żoną Marią prowadzą gospodarstwo rolne w miejscowości Karkoszów, gmina Krzeszyce, które specjalizuje się w hodowli bydła mlecznego. Są rodzicami pięciorga dzieci: Sebastiana, Joanny, Ireneusza, Aleksandra i Marzeny oraz dziadkami 5-ciorga wnucząt. Pan Roman jest trzecią kadencję członkiem Sulęcińskiej Rady Powiatowej Lubuskiej Izby Rolniczej.

Dlaczego wybrał Pan zawód rolnika?
R.K. Praca rolnika znana mi jest od dziecka. Rodzice prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne. Gdy wstąpiłem w szeregi Wojska Polskiego doszedłem do wniosku, że rodzice mają już swoje lata i potrzebna im pomoc. I tak, nie kończąc służby wojskowej, w lutym 1982 roku rodzice przepisali ziemię i zwierzęta na mnie. W lipcu tego samego roku wziąłem ślub z Marią i od tego momentu razem prowadzimy gospodarstwo. Dom, w którym obecnie mieszkamy jest moim rodzinnym domem.

A jak duże gospodarstwo przejął Pan po rodzicach?
R.K. Nieduże. Otrzymałem 8,01 ha, 4 krowy i jałówkę cielną. Potem sukcesywnie je powiększałem. Mój syn Aleksander również prowadzi gospodarstwo rolne. Razem uprawiamy 130 ha oraz hodujemy bydło.

Czyli jest następca. Ile krów hodujecie?
R.K. Aktualnie mamy 150 sztuk licząc od cielaka do krowy, z czego 35 sztuk przeznaczyliśmy na opasy. Dominuje bydło mleczne, jednak syn w przyszłości chce całkowicie przejść na hodowlę bydła mięsnego. Pokoleniowo będziemy dążyć do tego, aby mieć czystą rasę Limousine.

Skoro główną specjalizacją gospodarstwa jest hodowla, co zatem uprawiacie na gruntach?
R.K. Mamy słabą bonitację gleb. Najwięcej jest IV b i trochę V klasy. Nasze grunty w połowie to łąki przeznaczone na pastwiska dla krów. Latem chodzą one głównie tam na „spacer”, bo karmione są w oborze, ale wiosną, gdy rośnie młoda trawa, chętnie się tam pasą. Na drugiej połowie gruntów natomiast prowadzimy płodozmian: jednego roku nawozimy obornikiem i siejemy kukurydzę, w kolejnym rośnie tam jęczmień i następnie pszenżyto. Na gruntach o najsłabszej bonitacji wysiewamy niewielką ilość żyta i owsa. Musimy uprawiać grunty, aby wykarmić bydło.

I wystarcza Państwu paszy czy dokupujecie?
R.K. Kiedyś dokupywaliśmy, ale od 2012 roku, kiedy najmłodszy syn założył swoje gospodarstwo i dokupił ziemi mamy paszę z dwóch gospodarstw. Teraz nam wystarcza. W zeszłym roku, gdy susza nas dotknęła, również musieliśmy trochę dokupić, ale nie były to duże ilości.

Czy mocno ucierpiało gospodarstwo z powodu braku wody?
R.K. Najgorzej kukurydza. Nie dość, że mieliśmy mały plon to jeszcze był złej jakości. Od tej paszy niestety kilka krów padło. W sierpniu skończyła się nam własna kukurydza, więc musieliśmy dokupić. Przy suszy to i wypasanie na łąkach niewiele pomogło. Średnio straty suszowe na łąkach mieliśmy oszacowane na 42%. W tym roku też wody brakuje. Nie ma opadów, nie ma śniegu. W takich momentach cieszymy się, że mamy u siebie bobry. Mimo strat jakie powstają w związku z ich działalnością. Tamy, które u nas pobudowały zalewają część łąk i to dzięki nim mamy trochę wody w rowach.

Z roku na rok ubywa hodowców bydła mlecznego w naszym województwie. Jak Pan myśli, dlaczego?
R.K. Hodowla bydła mlecznego to przede wszystkim uwiązanie w gospodarstwie. Krowy trzeba doić dwa razy dziennie w tych samych godzinach. U nas, przy 40 krowach, jeden proces doju trwa ponad dwie godziny, gdyż krowy trzeba przygotować, umyć, podłączyć do dojarki, odłączyć, itp. Należy przy tym pilnować godzin doju, gdyż ma to wpływ na zdrowotność krów, jakość mleka, a tym samym na przychód gospodarstwa. Bardzo trudno byłoby wykonywać te czynności samemu, dlatego cieszę się, że jest pomoc w gospodarstwie. Dodatkowym problemem jest utrzymanie odpowiedniej mikrobiologii. Każdy hodowca musi sobie radzić z kontrolą poziomu komórek somatycznych w mleku, co nie jest takie oczywiste, a świadczy o zdrowotności bydła. Ponadto przy produkcji mleka trzeba zwracać uwagę na wiele elementów, jak chociażby zdrowotność w stadzie, jakość paszy, okres rui i czas inseminacji – to wszystko musi być dopilnowane.

Jaką ma Pan rasę i jaka jest wydajność mleka?
R.K. Jeżeli mówimy o krowach mlecznych to są to HF, czyli rasa Holsztyno-Fryzyjska. A wydajność… muszę się pochwalić, że za 2018 rok wyniosła 9 601 litrów i zająłem I miejsce w województwie lubuskim jako najlepszy hodowca w grupie stad 20,1-50 krów. Nie jest to mój pierwszy sukces, bo w 2012 roku również zająłem I miejsce, a i w innych latach często byłem w pierwszej trójce. Ponadto, co roku moje bydło jest prezentowane podczas wystawy w Gliśnie. Jest to dla mnie powód do dumy i zachęta do dalszego poprawiania wydajności.

W jaki sposób można zwiększyć wydajność?
R.K. Moje krowy podlegają pod ocenę użytkowości mlecznej w Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka Region Oceny Poznań już około 20 lat. Dzięki temu, że jestem tam zrzeszony co jakiś czas przyjeżdża do mnie zootechnik, pobiera próbki mleka i po otrzymaniu wyników mogę odpowiednio zbilansować żywienie zwierząt. W ten sposób poprawiana jest wydajność.

Czy są problemy ze zbytem mleka?
R.K. Ja nie mam. Co drugi dzień przyjeżdża do mnie cysterna i odbiera ok. 2 tys. litrów. Jedyne, na co można narzekać to cena.

Od zawsze specjalizacją gospodarstwa było bydło?
R.K. Krowy mieliśmy zawsze, ale jakiś czas hodowaliśmy również trzodę chlewną i gęsi, których mieliśmy sporo. Zaczynaliśmy od 500 sztuk, a doszliśmy nawet do 1500 szt.

Dlaczego zrezygnowali Państwo z hodowli drobiu?
R.K. Przyszły czasy, że gęsina nie była opłacalna. Całkiem z drobiu nie zrezygnowaliśmy. Dziś, oprócz krów, mamy około 70 kur. Sprzedajemy jajka co nam przynosi dodatkowy dochód do gospodarstwa.

Kto zajmuje się dokumentacją gospodarstwa?
R.K. Bardzo skrupulatnie wszystkim zajmuje się żona. Prowadzi księgowość i wszelkie rejestry.

Są jeszcze inni hodowcy bydła mlecznego we wsi?
R.K. Nasza wioska jest niewielka. Liczy zaledwie 25 numerów. W gminie oprócz mnie jest kilku hodowców, ale nawet w skali województwa nie mamy ich zbyt wielu. Więcej jest hodowców bydła mięsnego. Praca przy bydle mlecznym jest ciężką i wymagającą pracą i nie każdy jest gotów ją wykonywać. Po sąsiedzku buduje się firma z branży mięsnej, dzięki czemu przybędzie miejsc pracy i być może wpłynie to również na rozwój naszej miejscowości, ale raczej nie wpłynie to na ilość rolników czy hodowców, nawet jeśli przy firmie powstanie biogazownia.

Jak wygląda usprzętowienie gospodarstwa?
R.K. W związku z tym, iż dwa razy dziennie odbywa się udój mechaniczny 40 krów, jak wcześniej wspomniałem, mam dobrze wyposażoną chłodnię oraz przewodową dojarkę. Ponadto mamy pięć ciągników: trzy Fergusony, New Holand i Ursusa, zgrabiarkę, kosiarkę, rozrzutnik oraz agregat uprawowo – siewny.

I to wszystko kupił Pan z własnych środków?
R.K. Nie wszystko. Z większych inwestycji pokrytych z własnych środków, to w 2017 roku zainstalowałem na dachu domu panele słoneczne. A tak poza tym to korzystam z różnych dofinansowań
do gospodarstwa. W starym programie zrobiłem utwardzenie drogi, kupiłem dwa ciągniki marki Ferguson, rozrzutnik i przyczepę do transportu. Aktualnie ze środków unijnych postawiłem za domem dwa tunele na bele z sianem dla krów oraz kupiłem kosiarkę i zgrabiarkę. Chciałbym w przyszłości jeszcze skorzystać z dotacji na modernizację gospodarstw i zakupić nową prese.

Czy widziałby się Pan w innym zawodzie niż rolnik?
R.K. Teraz już nie. Kiedyś pracowałem jako mechanik samochodowy w Gorzowie Wlkp., ale to było dawno. Potem przez kilka lat naprawiałem również swój sprzęt, jednak teraz już nie mam na to czasu. Zresztą z elektroniką chyba bym już sobie nie poradził.

Jakie jeszcze funkcje pełni Pan społecznie?
R.K. Jestem radnym gminy Krzeszyce, od grudnia zostałem członkiem zarządu Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka, delegatem na zgromadzenie przedstawicieli GBS Barlinek, wcześniej byłem również członkiem zarządu grupy producentów mleka „Dolina Warty”. A tak spoza branży, to byłem też wiceprezesem klubu sportowego „POGOŃ” Krzeszyce.

Czyżby piłka nożna była Pana drugim hobby?
R.K. Tak. Od 17 roku życia grałem w tym klubie i nadal, jak tylko jest okazja, jak są organizowane rozgrywki oldboyów, chętnie wstępuje w szeregi drużyny. Bardzo to lubię. Ostatnio graliśmy ze Skwierzyną, ze Słubicami, a nawet i z niemiecką drużyną. Mam sporo pucharów zdobytych podczas różnych meczów.

Refleksje na koniec?
R.K. Najbardziej cieszę się, że mam następcę. Udało nam się rozwinąć gospodarstwo i wykształcić wszystkie dzieci. Gdyby żadne z nich nie chciało przejąć ojcowizny, być może trzeba by było już zaprzestać dalszego inwestowania, rozwijania gospodarstwa i utrzymywania stada. A jest to coś, co lubię robić i nie wyobrażam sobie innej pracy.

Dziękuję za rozmowę
Anna Słowik

Digg this!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!
  Copyright ©2024 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.